11 maj 2026

RAGL with me



„Trzydniowa impreza bikepackingowa dla pasjonatów stalowych ram w stylu self-supported. Trasa to miks emocji – od leśnych asfaltów i szutrów, po jazdę w trawie i trudne, błotne przeprawy. Jeśli posiadasz stalowy rower w stylu Surly, retro MTB lub inny custom, nie lubisz się ścigać, za to lubisz pić „kawę” w krzakach, to impreza jest dla Ciebie.”

Tak w skrócie wyglądał opis imprezy organizowanej przez Pawła pod znakiem RIDE AND GET LOST with me. Z lekką niesmiałościa spytałem czy mój stalowy zwyklak się nadaje i czy można zabrać towarzystwo. Pozytywna odpowiedź więc kupiliśmy z Sergio bilety PKP i wyczekiwaliśmy czasu gdy będziemy zwiedzać Pogórze Przemyskie na dwóch kołach.

Było wybornie. Zaczęliśmy od ulewy i kapcia. Potem było już z górki. Nieprzewidywalna pogoda zapewniła nam cały wachlarz swoich możliwości. Ubaw był jak błoto, po same pachy. Towarzystwo pierwsza klasa. Młodzi adepci tobołkowych wycieczek i starzy wyjadacze. Widoki za jakimi moje oczy bardzo tęskniły. Porcje boczku, integracyjne eliksiry na trawienie. Z każdym podjazdem rzucaliśmy prawdziwe wyzwanie naszym przerzutkom, a niedźwiedzie odstraszaliśmy chrupaniem naszych łańcuchów. Niespieszne kawy przy granicy, przejaśnienia o złotych godzinach, medytacje, ogniska odpalane jedną zapalniczką i dwoma palnikami. Wisienką na torcie była wizyta w pracowni RAGL, nocleg w kwitnącym sadzie i domowe piwo specjalnie przygotowane na tę okazje, po którym nie było kaca. 

Świetny to był czas, miło było w doborowym towarzystwie wpychać rower na górki i wygrzebywać błoto z napędu.























































































































1 komentarz:

  1. Świetna relacja! Zdjęcia pięknie oddają wachlarz zmieniających się warunków i klimat całej wyprawy :)

    OdpowiedzUsuń