15 kwi 2024

anomalie



W planie spotkanie z ekipą z GW. Nie takie tradycyjne "w połowie", ale juz bliżej Szczecina. Z Sergiuszem za pomocą PKP ominęliśmy trasę do Bytnicy, by dalej cisnąc juz tylko o własnych siłach. Podziwialiśmy jak wiosna wybuchła rzepakiem, zielenią i psią miłością. Sielanka trwała do czasu spotkania pierwszej anomalii. Anomalii grawitacyjnej. Niby wg opisu powinniśmy się sami wtoczyć pod górkę, tymczasem nie tylko ciężko było się na nią wdrapać. Zjazd również wymagał niezłego dociskania ugniataczy.  Z zadowoleniem wyjechaliśmy z leśnych zakrętasów na asfaltowe nadwarciarskie krajobrazowe równiny. Jednak zadowolenie nasze przyćmiła druga anomalia. Ta nie była opisana na żadnym mijanym znaku jak poprzednia. Złapała nas z zaskoczenia, a w zasadzie złapał. Wmordewind. Jakbyśmy nie skręcili zawsze prosto wiało nie w tę stronę co trzeba, z jednym wyjątkiem. Gdy okazało się,  że po przeprawie promowej zostały tylko znaki i trzeba trochę nadjechać na most by przekroczyć rzekę wiatr był tak miły i nas pchał. Gdy juz zdążyliśmy się do tego stanu rzeczy przyzwyczaić i z uśmiechami zrobiliśmy sobie przerwę "na kawę" wszystko wróciło do "normy". Do celu niespodziewanie dotarliśmy jako pierwsi. Okazało się, że północna ekipa miała także swoje anomalie i plagi. Zadowoleni z pierwszych trzycyfrowych kilometrów tej wiosny otworzyliśmy piwo i wtedy naszą skórę zaatakowała kolejna anomalia. Tego się nie spodziewaliśmy, tydzień temu jeszcze spokój, a tu takie rzeczy. Krwiożercze komary. Niestety nie byliśmy przygotowani na taki atak. Jedyny ratunek, że we wsi obok w sklepie będą mieli jakieś ratujące nas preparaty. No i może i mieli, ale że sklep zamknięty to nie było nam dane sprawdzić. Wybawcami okazali się trzej panowie świętujący ciepły sobotni wieczór przy piwie na werandzie. Za trochę nierozsądną cenę oddali nam 1/3 swojego antykomarowego specyfiku. Potem już tylko relaks, ognisko, śmiechy i spanie do samego rana. Wschód słońca takie 2/10. Po kawie pozbieraliśmy się dość powolnie i w drogę do GW na pociąg. Po drodze obiad pod postacią kiełbasy wyborczej, trochę ładnych szutrów i sporo szybkich ścieżek. I dobrze, bo nie sprawdziliśmy, że narysowana trasa wiedzie do rogatek miasta, a nie na dworzec czy do centrum. Ostatnie km. na prawdziwym przyspieszeniu co pozwoliło nam oszukać mapy google, które nie wierzyły w to że zdążymy :) 

































 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz