Bogdan po ostatnich wyrypach wisi na ścianie czekając na prostowania haka, wózka, wymianę szprych itd. Z drugiej strony wolny weekend, noce i dni ciepłe, ładnie zielono wszędzie, więc szkoda siedzieć w domu. Przyszedł czas przypomnieć sobie jak to jest w bikepacking na maczecie. Troche odchudzony zestaw biwakowy, klapki, starapy i przygodowa maczeta gotowa. Miło było ponownie doświadczyć jak ładnie zapadają się cieńkie opony na leśnych drogch. Nawet tych które nie wydają się piaszczyste. Śliczny poranek, jeszcze bez komarów. Kawa, śniadanie i do domu :)



















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz