Super rozpoczęcie długiego weekendu. Przenocka. Od środy z Kacprem staraliśmy się podjąć decyzję rozmyślając piątek czy niedziela, piątek, czy niedziela i tak w kółko. Ostatecznie wybraliśmy rozkładanie się na sucho i ewentualne zmoknięcie w drodze do domu, więc w piątek padła decyzja, piątek. Przesunięty czas działał na naszą korzyść i jechaliśmy w pięknych kolorach zachodzącego słońca. Typowy zygzaking równoważący piach, wypych i jazdę. Na miejsce ochrzczone przez Barteza jako koniec świata dotarliśmy chwilę przez zmierzchem. Spokojnie rozłożyliśmy posłania. Brak drzew, więc gleba. Potem małe ognisko, szamka, gadanie, wsłuchiwanie się w szczekające sarny, oglądanie gwiazd i chmur. Komfort spania troche cieżko ocenić, bo co chwila budził mnie odstraszacz niedźwiedzi co chwile włączany przez Kacpra, ale mam swoje przemyślenia. Rano pochmurna aura przegoniła nas pod wiatę "nieopodal", by tam zjeść śniadanie, wypić kawę i przeczekać deszcz. Następny też pięknie się przytrafił, bo akurat w sklepie podczas szybkiej kolki, więc spore szczęście i udało się na sucho. Taki fart przepłaciliśmy ciągłą jazdą pod wiatr, ale i tak było warto. Super rozpoczęcie długiego weekendu. Udanego :)




















































