17 lut 2018

koniec przerwy


Brak (podobno chwilowy) w mrozu i przebijające się słońce okazały się wystarczającymi powodami by po już dość długiej przerwie zabrać ze sobą hamaki na wycieczkę. Po drodze Iwo sprawdzał nową torbę i dociekaliśmy powodu "gręgotania" w żmijkowym rowerze. Powód był na tyle dziwnośmieszny, że nie napiszę o co chodziło. Będzie to anegdota do opowiadania przy piwie i ognisku :) O jak miło się bujało. W przerwie zrobiliśmy sobię kawę. Spodobał nam się pomysł znaleziony na coffedesk. Jednorazowe dripy z kawą Freshdrip. I to na tyle, że postanowiliśmy zafundować sobie kilka sztuk z własną naklejką (dzięki Guulcafe). Dobra opcja by popróbować różnych kaw nie kupując całej paczki. Jak pisałem bardzo miło się bujało, ale do czasu gdy nas wychłodziło i nabraliśmy ochoty ponownie wskoczyc na rowery. Zwłaszcza że podrót to w większości były podjazdy :)





















CZYTAJ DALEJ

4 lut 2018

Pół


Napisać dziwny to mało. Taki trip. Mawia się, że człowiek uczy się na błędach. Na tej wycieczce nauczyliśmy się całkiem sporo ;) Skuwacz jest potrzebnym narzędziem. To, że kolega zerwał łańcuch i udało się to naprawić nie oznacza, że to już koniec problemów z łańcuchami. Kwadrans bez deszczu to za krótko by stwierdzić, że cały dzień będzie pogodny. Trampki, dżinsy, i softszel potrafią w sobie zmieścić naprawdę sporo wody. 
W planie był a wycieczka z Gorzowa do Zielonej. Wyjazd w połowie udany, w połowie bo nie udało zrobić całej zaplanowanej trasy tylko pół i do tej połowy też dotarła połowa startujących. Warunki pogodowe nas pokonały. Bart wrócił do GW, ja pojechałem do Łagowa, gdzie miałem transport do ZG. Nad jeziorem zrobiłem sobie prawdziwą ucztę. Wojskowa karkówka i świetna kawa. Kawa w super saszetce. Kawa i drip w jednym woreczku mieszczącym się w kieszeni spodni. W sam raz na wyprawę "na lekko". Mam nadzieje na ciąg dalszy, tylko gdy będzie sucho i ciepło. 













CZYTAJ DALEJ

14 sty 2018

Bd


Mamy nową bazę wypadową na kilka następnych tripów :) Dwadzieściakilka minut w pociągu i znaleźliśmy się w Budachowie. Zwykła mała miejscowość, ale nowe możliwości. Głównie chodziło o to by nie jeździć w kółko, lub nie wracać tą samą drogą. Udało się. W sobotę wybraliśmy trasę przez Krosno. Mijaliśmy jeziora, ładne stare budynki, łykaliśmy oponami gładki asfalt. Niestety na dłuższe podziwianie nie dawaliśmy sobie czasu. Nie dlatego, że go brakowało, ale każdy przystanek bardzo nas wychładzał. Ładnie, sucho, ale bardzo chłodno i wietrznie. Podczas przerwy kawowej sprawdzany był nawet nowy patent na zmarznięte stopy. Plaster rozgrzewający nawet dawał radę, gorzej było z prędkością zagotowania wody. Przez wcześniej wspomniany chłód wydawało nam się, że czekaliśmy wieczność by w końcu móc zalać filtr i cafflano. Potem po lekkiej korekcie zaplanowanej trasy szybko do domu. Spoko :)















CZYTAJ DALEJ