11 cze 2018

trzy w jednym


W miniony weekend udało się zorganizować małą rozgrzewkę przed Swift Campout. Terminy, pogoda i sporo innych rzeczy ułożyły się w jedna całość. W piątek, zaraz po pracy przymocowaliśmy do rowerów co trzeba i pojechaliśmy w stronę Łagowa (Kora, Karolina i ja). Pogoda świetna, słońce popołudniowe mocno świeciło, ale nie przypiekało. Prom, kilka przerw i nie za szybkie tempo, wszystko sprawiło że na miejscu zjawiliśmy się już trochę za późno by udało nam się zrobić zakupy. Na szczęście, Bartez, który podjechał motorem z ZG i część północna ekipy Panda (Szn)i Bart (GW) wylądowali wcześniej i zakupili co trzeba na kolacje, wieczorne gadanie i śniadanie. Razem podjechaliśmy na miejsce obozu, gdzie tylko zostawiliśmy rowery i szybkie siup do jeziora. Woda wyśmienita. Nie za ciepła, nie za zimna. Pomostu już coraz mniej, ale lina cały czas  jest i kusi, choć wiadomo, że będą zakwasy. Po bardzo udanym spłukaniu z siebie podróży wróciliśmy do obozu, rozwiesiliśmy hamaki, przygotowaliśmy ognisko i rozmawialiśmy, jedliśmy, piliśmy, aż wpadł pomysł na nocne jazdy i zwiedzanie mostu. Było tak dobrze, że kładliśmy się dopiero o brzasku. 
Gdy w sobotę udało się zwlec w głowach wszystkich siedział podobny plan. Jezioro, kawa, szama. Więc go powoli realizowaliśmy, aż do czasu gdy trzeba było zmykać. Wracaliśmy na raty. Ja, Kora i Karolina odrazu pociesneliśmy na ZG, a po drodze jeszcze dołączył do nas Bartez. Panda pojechała na stacje PKP do Międzyrzecza, a Bart poczekał w Łagowie jeszcze trochę na Mariusza, który cisnął z GW, a potem razem przyjechali do nas do ZG. 
Kora, Karolina, Panda, Bart, Bartez i długodystansowy Mariano dzięki! 




























CZYTAJ DALEJ

21 maj 2018

#LESOVISKO



Zaczęło się spokojnie, w PKP z psem i rowerami. Wysiadka w Skwierzynie i szukanie przedstawicieli ludu północy pod postacią Barta i Mike'go. Oczywiście sklep i w drogę. Przy szybkich dubstepowych dźwiękach płynących z głośnika, szybko pokonaliśmy kilometrowe objazdy. Jednak jak zwykle błędnie oszacowaliśmy czas podróży i gdy wjeżdżaliśmy w las zaczęło się ściemniać, a my zmieniliśmy playlistę na "who wants to live forever" by dodać sobie odwagi. Przy pomocy lampek, czołówek i psa udało się trafić na miejsce tegorocznego Lesoviska, imprezy zorganizowanej przez Gosię i Rafałą prowadzących firmę LESOVIK. Uściski, śmiechy, szybkie oprowadzanie i tradycyjne rozbijanie się po ciemku. Integracja i podziwianie oprawy całego miejsca trwało do późna. Sobota była magicznym dniem. Po chłodnej nocy i śniadaniu wylegiwaliśmy się na hamaku w pełnym słońcu by nabrać sił na spacer po Puszczy Noteckiej. Naszym przewodnikiem był leśniczy Dominik. Chłopak z olbrzymią wiedzą, całą masą anegdotek nie tylko o puszczy i lesie. Po powrocie krótki czil i zaczęliśmy "kawoszyć". Monika pokazywała jak zrobić prawilne irishcoffee a my raczyliśmy chętnych przelewami i pressami. Coffee Hunter i Guulcafe dziękujemy za zaopatrzenie. Dobry czas, po którym wg mnie nastąpił jeszcze lepszy. Mianowicie cały kocioł przezacnego dzikiego gulaszu!!! Samo oglądanie jak Konrad odprawia  kulinarne czary nad kociołkiem było super, ale jedzenie mmm... PYCHA! Potem sjesta w lesie. Hamaki, muzyka, luźne rozmowy, śmiechy, podsiadanie, popijanie, światła, kolory, komary, spoki. Ciężko wybrać, ale to był wg mnie najlepszy moment weekendu. Niedziela, jak to ostatni dzień trochę smutno, ale jeszcze ostatnia micha gulaszu, uściski piąteczki na pożegnanie, wspólne zdjęcie i dzida na PKP do Skwierzyny. Po drodze kolejne piąteczki i uściski, bo chłopaki odbijali do siebie do Gorzowa. 
Dziękujemy wszystkim. Organizatorom, gościom i psom, rowerom, że dały radę.





























































CZYTAJ DALEJ